Termomix
Algorhythm
To rewolucja słyszalna już w pierwszych sekundach utworu tytułowego, który z początku (za sprawą sampli i syntezatora Mooga) przypomina raczej hip-hopowy podkład. Nikt tutaj jednak nie rapuje, a w dodatku z arsenału kwartetu zniknął kontrabas, którego skutecznie zastępują elektroniczne bity. Trójmiejscy muzycy zaskoczyli poszukiwaniem czegoś zupełnie innego, niż można było usłyszeć na poprzednim albumie – ich dotychczasowa działalność w tym i w innych projektach nie pozostawia złudzeń, że są kompozytorami poszukującymi i nie zamierzają się powtarzać. Zaskoczeniem jest skala tych poszukiwań i efekt, który trudno przyrównać do jakiejkolwiek innej jazzowej płyty, a już samo to w czasach, kiedy wydawać by się mogło, że zagrano już wszystko, jest ogromnym sukcesem.
